Jak walczymy z sitwami

jak walczymy z sitwami Nadia Jeziorska

Pierwszy sukces w walce z sitwą!
adw. Dr Iwona Zielinko – sitwa w Stalowej Woli 1:0

Dla Kancelarii walka z sitwą to zadanie trudne, niewdzięczne i wymagające poświęceń. Jednak warto podjąć ten trud, zwłaszcza gdy w grę wchodzą wartości stojące najwyżej w hierarchii wartości chronionych przez polskie prawo: życie i zdrowie młodego, wartościowego i wrażliwego człowieka. Po dziewięciu miesiącach mozolnych zmagań z Policją w Stalowej Woli, która – niestety – nie stała w tej sprawie po jasnej (czyli naszej) stronie mocy, a także arogancją dyrekcji szkoły, ignorancją instytucji nadzorujących szkołę i prokuraturą wreszcie wywalczyłam pierwszy sukces – zarzuty dla nauczyciela prowadzącego zajęcia ze strzelectwa sportowego.
To ten nauczyciel jest m.in. autorem regulaminu szkolnej strzelnicy, który nie przewidywał obowiązku zakładania okularów ochronnych do strzelania, a ponadto zasłynął przykładaniem do krwawiącego oka pokrzywdzonego chłopca zamiast jałowej gazy …papieru toaletowego, przyniesionego z toalety. Temuż to osobnikowi przedstawiono zarzuty z art. 160 § 2 k.k. – narażenie uczniów na niebezpieczeństwo utraty życia przez osobę, na której ciąży obowiązek opieki nad uczniami (przestępstwo zagrożone karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności) oraz z art. 156 § 2 k.k. – spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ucznia (przestępstwo zagrożone karą do 3 lat pozbawienia wolności).
Co to oznacza? Wreszcie śledztwo zmieniło status z „in rem” (czyli w sprawie) na „in personam” (czyli przeciwko konkretnej osobie). Tłumacząc z mowy prawniczej na ludzką – w śledztwie nastąpił punkt zwrotny i mamy podejrzanego, czyli domniemanego sprawcę. Dla osoby pokrzywdzonej przestępstwem jest to bardzo istotne. Przecież prawo karne spełnia nie tylko funkcję represyjną w stosunku do sprawcy, ale także kompensacyjną w stosunku do ofiary.
Po przedstawieniu zarzutów pierwszemu podejrzanemu lokalne media dostrzegły absurd sytuacji i poinformowały opinię publiczną o zaistniałym zdarzeniu.
Z wyników prywatnego śledztwa, przeprowadzonego przez współpracowników Kancelarii, wynika, że lista podejrzanych powinna być dłuższa…, wiec walczymy dalej z otwartą przyłbicą!


Drugi sukces w walce z sitwą!
adw. Dr Iwona Zielinko – sitwa w Stalowej Woli 2:0

Po zarzutach prokuratorskich dla nauczyciela prowadzącego zajęcia ze strzelectwa sportowego, Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu dała się przekonać do zarzutów dla dyrektora szkoły, do której uczęszczał pokrzywdzony 17-latek. Dyrektorowi szkoły przedstawiono zarzuty z art. 160 § 2 k.k. – narażenie uczniów na niebezpieczeństwo utraty życia przez osobę, na której ciąży obowiązek opieki nad uczniami (przestępstwo zagrożone karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności) oraz z art. 156 § 2 k.k. – spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ucznia (przestępstwo zagrożone karą do 3 lat pozbawienia wolności). To tyle jeśli chodzi o paragrafy!
Jeśli chodzi o fakty, to pod rządami podejrzanego dyrektora przez długie lata w szkole funkcjonowała nielegalna, chałupnicza strzelnica – urządzona na dziko w pomieszczeniu po bibliotece. Z prywatnego śledztwa detektywistyczno-dziennikarskiego wynika, że broń na szkolną strzelnicę była kupowana na bazarowym stoliku w Wólce Kosowskiej, a nie w sklepie z bronią, dającym gwarancję bezpieczeństwa i solidności, zaś rykoszety i zranienia uczniów na tej strzelnicy przez długie lata były zjawiskiem powszechnym i akceptowanym. Nikt się temu nie przyglądał, dopóki 17-letni chłopiec na tej strzelnicy nie stracił oka. Regulamin strzelnicy, który nie przewidywał obowiązku zakładania okularów ochronnych do strzelania, zatwierdził podejrzany dyrektor! Przed przestawieniem mu zarzutów, tenże dyrektor nie zdobył się nawet na wyrażenia ubolewania z powodu tragedii, do jakiej doszło na szkolnej strzelnicy pokrzywdzonemu ani jego zrozpaczonej rodzinie, twierdząc, że dopóki prokuratura nie zamknie śledztwa, nie zajmie stanowiska w sprawie. Gdy prokuratura przedstawiła mu zarzuty, zaczął oczerniać rodzinę pokrzywdzonego, która przeżyła wielką tragedię, prokuraturę, a nawet media, które ośmieliły się poinformować opinię publiczną o zarzutach dla nauczyciela i dyrektora szkoły! Tonący brzydko się chwyta…


Trzeci sukces w walce z sitwą!
adw. Dr Iwona Zielinko – sitwa w Stalowej Woli 3:0


WALKĄ Z SITWAMI ZAINTERESOWANE ZOSTAŁY MEDIA

ekska-info

Stalowa Wola: 17-letni Rafał stracił oko na szkolnej strzelnicy. Na jaw wychodzą sensacyjne wątki

stracil oko na szkolnej sztrzelnicy

Zarzuty usłyszały dwie osoby – nauczyciel i dyrektor szkoły. Czy doszło do rażącego zaniedbania?

Rafał ma 17-lat. Do niedawna miał też wiele marzeń, z których musi zrezygnować. Wszystko przez wypadek, do którego doszło na szkolnej strzelnicy w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Stalowej Woli. Teraz nastolatek nie widzi na jedno oko. Czy tragedii, która wydarzyła się w maju 2016 roku, można było uniknąć?

Najpierw zarzuty postawiono nauczycielowi. W toku śledztwa stwierdzono nieprawidłowości w organizacji strzelnicy, dlatego prowadzącemu strzelanie, Krzysztofowi Sz. postawiono zarzut umyślnego narażenia uczniów na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz zarzut spowodowania u ucznia ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci ciężkiego kalectwa. Mężczyzna nie przyznaje się do winy i odmawia składania wyjaśnień. Grozi mu do 5 lat więzienia.

Zarzuty usłyszał też dyrektor placówki. Okazuje się, że strzelnica to samowola budowlana. Pomieszczenie było niegdyś biblioteką. Przeróbki nigdzie nie zgłoszono:

– Zakres (prac) nie został uzgodniony z kompetentnymi osobami w zakresie bezpieczeństwa strzelań, co spowodowało niewłaściwe osłonięcie ścian i innych elementów materiałem przeciw rykoszetowym – czytamy w komunikacie Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Dyrektor zatwierdził też regulamin strzelnicy, w którym nie był zawarty obowiązek zakładania okularów ochronnych. Mężczyzna także nie przyznaje się do winy. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.

To nie wszystko. Adwokat dr Iwona Zielinko, która zajmuje się sprawą Rafała, wysłała do nas pismo, w którym informuje, że w szkole nie było apteczki, a nauczyciel przykładał uczniowi do krwawiącej rany papier toaletowy ryzykując tym samym zakażenie. Rodziców chłopca o wypadku poinformowali zaś inni uczniowie.

Adwokat pisze też o „lokalnej sitwie”:

„Policjant przesłuchujący świadków w tej sprawie, po przesłuchaniu dyrektorki Szkoły wyszedł z nią z budynku Komendy, odprowadził i poklepał po ramieniu (są świadkowie którzy to widzieli). Natomiast protokół z jej przesłuchania sporządził, nierzetelnie protokołując jej wypowiedzi, aby utrudnić pociągniecie jej do odpowiedzialności za fałszywe zeznania. Obecny podczas tego przesłuchania pełnomocnik matki pokrzywdzonego umieścił na protokole przesłuchania stosowną adnotację o nierzetelnym sporządzeniu protokołu przez policjanta. Poza tym z informacji uzyskanych od rodziny poszkodowanego wynika, że tenże policjant spotykał się z dyrekcją szkoły w jednej z miejscowych pizzerii. Wobec powyższego, został złożony (przez pełnomocnika matki pokrzywdzonego) wniosek o wyłączenie ww. policjanta od prowadzenia tej sprawy i o wyłączenie całej Komendy Powiatowej w Stalowej Woli jako stronniczej. Tak się składa, że tym małym miasteczku dyrekcja szkoły świetnie zna się nie tylko z Policją, ale także np. Starostą i pracownikami Kuratorium Oświaty, tworząc lokalną sitwę. Jest to swoista „karuzela stanowisk”, gdzie siatkę zależności i powiązań dokumentuje wykres sporządzony przez rodzinę Rafała”.

Źródło: http://rzeszow.eska.pl/newsy/stalowa-wola-17-letni-rafal-stracil-oko-na-szkolnej-strzelnicy-na-jaw-wychodza-sensacyjne-watki/419181


tvn

Uczeń stracił oko na szkolnej strzelnicy. Nauczyciel z zarzutami

uczen stracil oko

Podczas szkolnych zajęć na strzelnicy kawałek śrutu rykoszetował i trafił w twarz jednego z uczniów. 17-latek stracił oko. Teraz nauczyciel, który prowadził zajęcia, usłyszał zarzuty.

Do wypadku doszło w maju 2016 w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Stalowej Woli (Podkarpacie).

– W trakcie zajęć ze strzelania w wyniku rykoszetu doszło do uszkodzenia oka jednego z uczniów biorących udział w zajęciach – tłumaczy Andrzej Dubiel, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Jak dodaje, strzelnica powstała po zaadaptowaniu pomieszczeń po dawnej bibliotece. W trakcie śledztwa zostały stwierdzone nieprawidłowości związane z jej organizacją.

Nauczyciel z zarzutami

Zarzuty usłyszał już prowadzący zajęcia Krzysztof Sz., odpowiedzialny za zapewnienie uczniom bezpieczeństwa podczas lekcji. Mężczyzna odpowie za umyślne narażenie podopiecznych na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i ciężki uszczerbek na zdrowiu oraz za nieumyślne spowodowanie u ucznia ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił złożenia wyjaśnień. Grozi mu do pięciu lat więzienia.

Autor: wini/jb / Źródło: TVN24 Kraków (http://www.tvn24.pl)


wyborcza

Stalowa Wola. Rafał stracił oko na szkolnej strzelnicy.

z21624618V,Rafal-Adamczyk-ze-Stalowej-Woli-w-wyniku-wypadku-n

Przez sześć lat uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Stalowej Woli strzelali z broni pneumatycznej na strzelnicy, która była samowolą budowlaną. Aż jeden z chłopaków stracił oko.

Motocyklista w czarnym kombinezonie, mocno przechylony, wchodzi w zakręt na torze. To zdjęcie przyciąga wzrok, gdy wchodzę do pokoju Rafała Adamczyka. Na ścianach wiele podobnych zdjęć.

Wyścigi motocyklowe to wielka pasja Rafała. Myślał, że sam kiedyś będzie się ścigał na torach całego świata. Pierwsze próbne jazdy miał już za sobą. I miał do tego talent.

Tamowanie krwi papierem toaletowym
Rafał jest uczniem Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Stalowej Woli. – Uprawiałem karate u trenera Dariusza Bańki. On prowadził tam treningi. Dostałem się do liceum, do klasy sportowo-wojskowej – wspomina Rafał. Szkoła szczyci się tzw. klasami mundurowymi i osiągnięciami w zawodach strzeleckich. Strzelanie jest jednym z przedmiotów obowiązkowych w tych klasach. 23 maja ubiegłego roku Rafał miał dodatkowe zajęcia na strzelnicy. Razem z grupką kolegów musiał zaliczyć strzelanie. Zajęcia, które prowadził emerytowany wojskowy mjr Krzysztof Sz. Zajęcia odbywały się po godzinie 14.

– Podchodziliśmy do stołu strzeleckiego po cztery osoby. Nie pamiętam po którym strzale poczułem uderzenie w oko i że leje mi się krew. Koledzy położyli mnie na ławce. Przyjaciel podłożył mi pod głowę mój plecak. Co robił wtedy major? Siedział na krześle, minęła dłuższa chwila, zanim do mnie podszedł – opowiada Rafał. Nie miał wtedy okularów ochronnych, bo na strzelnicy były tylko trzy pary. Nikt ich nie używał. Major nie wymagał zakładania, a poza tym nic przez nie nie można było zobaczyć, tak były porysowane.

Ktoś pobiegł po higienistkę szkolną, jedna z dziewcząt dzwoniła po pogotowie, a inna usiłowała dodzwonić się do matki Rafała.

– Sz. przykładał mi do oka papier toaletowy, żeby zatamować krew. A potem zabrało mnie pogotowie – wspomina Rafał. Ze szpitala w Stalowej Woli śmigłowiec przetransportował go do kliniki w Lublinie.

Mamo, czy ja mam oko?
Operacja trwała kilka godzin. Z oka chłopca wyjęto spory odłamek metalu, który spowodował zaćmę pourazową, uszkodzenie rogówki, odklejenie siatkówki, uszkodził ciało szkliste. – Na drugi dzień po operacji Rafał obudził się i zapytał: „Mamo czy ja mam oko? Czy będę widział? To był najgorszy moment w moim życiu – mówi Nadia Jeziorska – Słowik, matka Rafała.

Dodaje: – Lekarze nam nie robili nadziei, że będzie widział. Walczyli o to, żeby oko pozostało w oczodole. Udało im się, ale cały czas jest obawa, czy sytuacja się nie pogorszy. Syn miał cztery operacje, nie wiem, czy na tym się skończy – martwi się.

Rafał to wysoki, ciemnowłosy, szczupły chłopak. Trzeba się przyjrzeć, żeby zauważyć, że jego lewe oko różni się od prawego. Jest mniejsze, z bliska widać, że nie ma źrenicy.

– Mam teraz 17 lat. Od dziecka marzyłem, żeby jeździć motorem i ścigać się na torze. Z jednym okiem nie da się jeździć motocyklem z prędkością 200-300 km. Nie wiem, co będę robił w przyszłości. W szpitalu miałem chwile załamania – mówi nastolatek. Musi chodzić w ciemnych okularach, cały czas brać leki na regulację ciśnienia w gałce ocznej. O uprawianiu sportów walki musi zapomnieć.

Każdy mógł dostać rykoszetem
Wypadkiem zajęły się prokuratura i policja. – Przez kilka miesięcy nic się nie działo. Nie przesłuchiwano świadków. Wyglądało to tak, jakby nikomu nie zależało na wyjaśnieniu tej sprawy. A nam zależało. Bardzo zależało. Rafał nie odzyska wzroku, dlatego chcemy, żeby winni zostali ukarani – stwierdza matka nastolatka.

Poprosili o pomoc adwokatkę z Warszawy, sami zaczęli prowadzić prywatne śledztwo. Okazało się, że na strzelnicy rykoszety latały od dawna. Ktoś dostał w nogę, ktoś w głowę, ktoś obok oka. Rodzina Rafała dotarła do kilkorga uczniów, którzy dostali rykoszetem. Jedna z uczennic podpisała oświadczenie, że po tym, jak dostała śrutem tuż obok oka, bała się strzelać. Inni uczniowie mówili o tym, że pociski „latały” po całym pomieszczeniu strzelnicy i wbijały się w ściany po tym jak odbiły się od tzw. kulochwytu.

Broń z chińskiego targowiska
– Dotarliśmy do dokumentów, z których wynikało, że broń, którą posługiwali się uczniowie, została zakupiona przez dyrektora szkoły w Wólce Kosowskiej od jakiegoś Bułgara. Bez gwarancji, że broń jest bezpieczna. Autoryzowany sprzedawca dostarczyłby broń z certyfikatami bezpośrednio do szkoły – opowiada mecenas Iwona Zielinko.

Działania stalowowolskiej policji budziły tyle wątpliwości, że adwokatka złożyła wniosek m.in. o wyłączenie ze śledztwa policjanta, który je prowadził. – Spotykał się poza komendą z dyrektorem i jego zastępczynią – mówi mecenas Zielinko.

Policjant został odsunięty od śledztwa. Przejęła je Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. – I wtedy śledztwo wreszcie ruszyło – przyznaje matka Rafała.

Strzelnica zamiast biblioteki
Ustalenia prokuratury były szokujące. Okazało się, że strzelnica powstała bez żadnych zezwoleń, działała bez regulaminu, który powinien podpisać prezydent Stalowej Woli. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Marian Pędlowski wyjaśnia, że pomieszczenia strzelnicy powstały w piwnicy budynku przy szkole, który został wybudowany na przełomie lat 1991/92. – Wszystko wskazuje na to, że cały obiekt jest samowolą. Nie znaleźliśmy dokumentów tego budynku w urzędzie, nie ma ich też szkoła. W pomieszczeniach, w których jest strzelnica, kiedyś była biblioteka, a wcześniej sale do zajęć praktycznych. Każda zmiana użytkowania powinna zostać zgłoszona do nadzoru budowlanego. Tak powinno się stać w przypadku biblioteki i później strzelnicy – informuje inspektor.

Strzelnica powstała w 2010 r. z trzech pomieszczeń, w których wyburzono ścianki działowe. Na jednym końcu znajdowały się tarcze, a na drugim stanowiska strzeleckie. Uczniowie, którzy nie strzelali, siedzieli za boczną ścianką. – Pomieszczenie w ogóle nie spełniało warunków, żeby być strzelnicą. Kulochwyt został obudowany metalową ramką, ścianę za nim obito blachą. U góry wiszą lampy, a z boku na ścianie są kaloryfery. Mnóstwo miejsc, od których mogły się odbijać pociski – stwierdza Pędlowski.

Inspektor wszczął postępowanie o nielegalną zmianę użytkowania i przeprowadzenie robót budowlanych bez zezwolenia. – W prawie budowlanym są zapisy, że jednym z najważniejszych parametrów jest bezpieczeństwo użytkownika. W tym wypadku tego nie zapewniono. Szkoła będzie musiała przywrócić stan pierwotny, czyli do stanu sprzed biblioteki – mówi inspektor Pędlowski. Dodaje, że gdyby zgłoszono strzelnicę do nadzoru, to wyeliminowane zostałyby najbardziej niebezpieczne elementy na strzelnicy. Paradoksalnie były nimi kulochwyty. Pociski odbijały się od metalowych ram. – Prawdopodobnie kawałek tej ramy wbił się Rafałowi w oko – mówi pani Nadia.

Dyrektor się broni
Dlaczego w szkole powstała nielegalna strzelnica? Czy nikt nie zwrócił uwagi na to, że pociski odbijają się od ścian, zagrażając uczniom? Czy uczniowie strzelali z bezpiecznej broni, czy z chińskich podróbek? Dyrektor Włodzimierz S. nie chce rozmawiać o wypadku, nie odpowiada na pytania o broń, okulary, budowę strzelnicy. Zasłania się prowadzonym śledztwem. – Ale to nie jest strzelnica tylko sala edukacyjna. Po wypadku zajęcia na niej zostały zawieszone. Młodzież korzysta ze strzelnicy LOK – mówi Włodzimierz S.

Nie dodaje, że latem szkolną strzelnicę przebudowano. Za kulochwytami zamontowano gumę.

Na pytanie o rykoszety odpowiada tak: – Dyrektor (Włodzimierz S. mówi o sobie w trzeciej osobie) nic nie wiedział o tym, że ktoś doznał urazów wyrządzonych rykoszetem.

Matka Rafała mówi z żalem: – Do tej pory nie usłyszeliśmy od nikogo ze szkoły słowa „przepraszam”. Nikt nie zapytał, czy nie potrzebujemy pomocy. Dajemy sobie radę, ale chodzi o gest, o symbol. W szkole sprawa wypadku bardzo szybko przycichła, jakby nic się zdarzyło.

Dyrektor na pytanie, czy szkoła interesuje się rannym uczniem, czy mu jakoś pomaga, odpowiada: – Proponowaliśmy rodzicom pomoc, nie przyjęli jej. A Rafał korzysta z indywidualnego nauczania – mówi dyrektor S.

Sam sobie winien?
Rafał mówi, że koledzy z klasy się od niego odsunęli. Ma dwóch czy trzech, którzy utrzymują z nim bliski kontakt. Ale dochodzą do niego sygnały, że pod informacjami w sieci o jego wypadku wylewa się hejt. – Nie czytam tego – zastrzega.

Uczniowie o wypadku Rafała nie chcą wiele rozmawiać. Coś słyszeli, ale twierdzą, że nie znają szczegółów.

Od jednego słyszę odpowiedź, która szokuje: – On podobno widzi. Przecież przyjeżdżali do niego lekarze z Ameryki. Rodzicom chodzi o odszkodowanie. A w ogóle, to sam sobie jest winien. Mógł założyć okulary – mówi jeden z chłopaków, którego spotykam w pobliżu szkoły. Jego koleżanka dodaje: – W samochodzie trzeba zapinać pasy. Kto nie zapnie, ryzykuje – porównuje.

– W szkole, mówię o nauczycielach, rodzicach, traktują nas jak awanturników. Dzieci pewnie też to słyszą i tak samo myślą Bo robimy zadymę, bo szkodzimy dobremu imieniu szkoły. Byłam przewodniczącą rady rodziców. Chyba w listopadzie na zebraniu złożyłam wniosek, żeby zawieszono majora Krzysztofa Sz. Uchwałę przegłosowano. Jakiś czas później przypadkiem dowiedziałam się, że tę uchwałę uchylono, a ja nie jestem już przewodniczącą – wspomina Nadia Jezierska-Słowik.

Zarzuty dla dyrektora i nauczyciela
Tarnobrzeska prokuratura powoli kończy śledztwo. Pod koniec marca przedstawiła Krzysztofowi Sz. zarzut narażenia uczniów korzystających ze strzelnicy na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub uszczerbku na zdrowiu oraz zarzut spowodowania nieumyślnego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci ciężkiego kalectwa u 16-letniego wtedy pokrzywdzonego. Grozi za to kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Gdy sprawą zainteresowały się media, na stronie internetowej szkoły pojawiły się oświadczenia rady rodziców, samorządu szkolnego i rady pedagogicznej, że jest to szkalowanie szkoły. Krzysztof Sz. wciąż pracował w szkole. Ale gdy w szkole pojawiła się ekipa telewizyjnego Ekspresu Reporterów, skłamał, że nic nie wie o zarzutach dla nauczyciela. Po czym wyszedł i zadzwonił do niego. Mówił, żeby ten nie wygadał się, że dyrektor o wszystkim wie. Zapomniał jednak, że ma przypięty mikrofon i wszystko się nagrywa.

Krzysztofa Sz. zawiesił po wizycie ekipy. W ostatni wtorek sam usłyszał zarzuty. Takie same jak Krzysztof Sz. Następnego dnia został zawieszony w obowiązkach dyrektora szkoły na sześć miesięcy. – W dniu 11 kwietnia otrzymałem z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu informację o zarzutach przedstawionych panu Włodzimierzowi S. W tej sytuacji nie miałem innego wyjścia, jak tylko zawiesić go w obowiązkach dyrektora szkoły – mówi Janusz Zarzeczny, starosta stalowowolski. Dodaje, że bardzo zależy mu na dogłębnym wyjaśnieniu wszystkich okoliczności związanych z wypadkiem, w którym został poszkodowany jeden z uczniów.

Nie przekreślać szkoły
– Współczuję mu, to nie powinno było się wydarzyć. Liczę jednak, że cała sprawa zostanie wyjaśniona – mówi starosta.

Zarząd powiatu powierzył stanowisko dyrektora dotychczasowemu wicedyrektorowi – Tomaszowi Sekulskiemu.

– Liczę się z tym, że przejmuje kierownictwo w trudnych okolicznościach, ale wierzę, że podoła zadaniu. To ciężki czas dla tej szkoły. Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, wiem, że doszło w niej do wypadku, który nie miał prawa mieć miejsca. Ale apeluję do wszystkich, którzy próbują dzisiaj przekreślać niezliczone sukcesy tej szkoły – jej uczniów oraz nauczycieli, aby tego nie robili. To bardzo dobra szkoła, z osiągnięciami na wielu polach: wychowawczym, sportowym, a także nauki zawodów. Nie zapominajmy o tym. Oczywiście, to, co jest złe, trzeba naprawić i zmienić, ale nie mogę się zgodzić na przekreślenie ogromnego dorobku całego środowiska szkolnego ZSP nr 2 – mówi starosta Zarzeczny.

Popiera decyzję powiatowego inspektora nadzoru budowlanego o zamknięciu szkolnej strzelnicy i przywróceniu tych pomieszczeń do pierwotnego stanu. – Nie pozwolę, aby jeszcze kiedykolwiek strzelano tu z broni pneumatycznej. Od tego mamy w mieście profesjonalną strzelnicę – zapewnia starosta.

Źródło: http://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,85548,21635400,stalowa-wola-rafal-stracil-oko-na-szkolnej-strzelnicy-zobacz.html?disableRedirects=true


nowiny24

Uczeń ze Stalowej Woli stracił oko. Skala zaniedbań wręcz poraża

Mama okaleczonego Rafała: – Sprawę chciano zamieść pod dywan.

Za miesiąc minie rok od fatalnego wypadku na szkolnej strzelnicy w „budowlance”. Podczas zajęć ze strzelania z karabinka pneumatycznego 23 maja 2016 roku, szesnastoletni uczeń pierwszej klasy mundurowej Rafał został postrzelony rykoszetem w lewe oko. W oku utkwił kawałek metalu. Spustoszenia, jakie wywołał odłamek sprawiły, że chłopiec stracił oko mimo szybkiej operacji w szpitalu klinicznym w Lublinie.

W szkole przeprowadzona została kontrola, sprawą zainteresowały się policja, prokuratura i kuratorium. Jednak rodzice Rafała uznali, że ci, którzy powinni zająć się wyjaśnianiem sprawy, robią wiele, aby sprawie urwać łeb. Energiczna matka Rafała, która była członkiem Komitetu Rodzicielskiego, nie dała sobie dmuchać w kaszę. Wynajęła prawnika warszawskiej kancelarii, jakim jest specjalizująca się w sprawach karnych adwokat doktor Iwona Zielinko. Mając pełnomocnictwa rodziców Rafała doprowadziła do tego, że z prowadzenia sprawy wyłączony został policjant, któremu rodzina zarzuciła brak bezstronności, a śledztwo przejęła od Prokuratury Rejonowej Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu.

– I dopiero wtedy sprawa ruszyła z kopyta

– oceniła mama Rafała Nadia Jeziorska-Słowik. Jak się wkrótce miało okazać, skala zaniedbań była porażająca. Mimo tego, że dyrektor szkoły Włodzimierz S. i instruktor strzelania Krzysztof Sz. stwierdzili w śledztwie, że na strzelnicy szkolnej nigdy nie było przypadków zranienia uczniów rykoszetami, rodzice Rafała mają oświadczenia uczniów, którzy potwierdzają fakt zranienia rykoszetami, czyli kulami odbijającymi się od tarczy, ściany czy metalowych elementów.

Także wicedyrektor szkoły podczas przesłuchania zapewniła, że nie ma wiedzy na temat rykoszetów, ale zapytana przez pełnomocnika rodziców Rafała czy to prawda, że jej córka, która była uczennicą szkoły, dostała rykoszetem, przyznała, że tak. Kiedy policjant tego nie zanotował, adwokat zrobiła na protokole przesłuchania pisemne uzupełnienie. Dyrektor i instruktor twierdzili, że strzelnica szkolna nie podlega powszechnie obowiązującym przepisom prawa. Strzelnica nie posiadała więc atestu, nie została nawet dopuszczona do użytkowania. Powstała w roku szkolnym 2008/2009 z przebudowy biblioteki w piwnicznych pomieszczeniach budynku za aulą szkoły. Kiedy sprawie przyjrzał się powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, był zdumiony skalą beztroskiego podejścia do tego, co się w szkole działo. Stwierdził, że doszło do samowoli budowlanej przy przebudowie biblioteki na strzelnicę, wydał nakaz przywrócenia pomieszczeń do stanu pierwotnego. Zalegalizowanie strzelnicy kosztowałoby szkołę 40 tys. zł. Przy okazji wyszło na jaw, że cały budynek szkoły jest samowolką, nie można się doszukać pozwolenia na budowę, jaka prowadzona była w latach 1989 – 1991.

Porażający jest także sposób, w jaki Rafałowi udzielano pomocy. Instruktor przyłożył mu do oka papier toaletowy, a po pogotowie zadzwoniła koleżanka chłopaka. Także koleżanka zawiadomiła matkę chłopca o wypadku.

Rada Pedagogiczna szkoły wyraziła swoje stanowisko wobec „zniesławiania i znieważania dobrego imienia szkoły w paszkwilanckich artykułach, jakie ukazały się na portalach internetowych”. To samo zrobiły Rada Rodziców i Samorząd Uczniowski. Nieczuła na to była prokuratura, która postawiła dyrektorowi szkoły zarzuty doprowadzenia do samowoli budowlanej i narażenia uczniów na uszczerbek na zdrowiu. Zarzut usłyszał także instruktor. Starosta natychmiast zawiesił dyrektora na pół roku.

– Jeszcze dwie osoby powinny usłyszeć zarzuty – uważa matka Rafała.

Źródło: http://www.nowiny24.pl/wiadomosci/stalowa-wola/a/uczen-ze-stalowej-woli-stracil-oko-skala-zaniedban-wrecz-poraza,12003336/


polskatimes

Stalowa Wola. Stracił oko na nielegalnej strzelnicy

58f84ed5b2cde_o,size,969x565,q,71,h,97dd26

Zarzuty dla dyrektora budowlanki za zrobienie strzelnicy w pomieszczeniach bibliotecznych.

Za miesiąc minie rok od fatalnego wypadku na szkolnej strzelnicy w „budowlance” , w szkole nazywanej Złotą Kościuszkowską. Podczas zajęć ze strzelania z karabinka pneumatycznego 23 maja 2016 roku, szesnastoletni uczeń pierwszej klasy mundurowej Rafał, został postrzelony rykoszetem w lewe oko.

W oku utkwił kawałek metalu. Spustoszenia, jakie wywołał odłamek sprawiły, że chłopiec stracił oko, mimo szybkiej operacji w szpitalu klinicznym w Lublinie. Ma protezę, zażywa mnóstwo leków, nie może chodzić do szkoły, korzysta z indywidualnej nauki w domu.

W szkole przeprowadzona została kontrola, sprawą zainteresowała się policja, prokuratura i kuratorium. Jednak rodzice Rafała uznali, że ci, którzy powinni zająć się wyjaśnianiem sprawy, robią wiele, aby sprawie urwać łeb. Energiczna matka Rafała, która była członkiem Komitetu Rodzicielskiego, nie dała sobie dmuchać w kaszę. Wynajęła prawnika warszawskiej kancelarii jakim jest specjalizująca się w sprawach karnych adwokat doktor Iwona Zielinko. Mając pełnomocnictwa rodziców Rafała doprowadziła do tego, że od prowadzenia sprawy wyłączony został policjant, któremu rodzina zarzuciła brak bezstronności, a śledztwo przejęła od Prokuratury Rejonowej Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. – I dopiero wtedy sprawa ruszyła z kopyta – oceniła mama Rafała Nadia Jeziorska-Słowik.

Jak się wkrótce miało okazać, skala zaniedbań była porażająca. Mimo tego, że dyrektor szkoły Włodzimier S. i instruktor strzelania Krzysztof Sz. stwierdzili w śledztwie, że na strzelnicy szkolnej nigdy nie było przypadków zranienia uczniów rykoszetami, rodzice Rafała mają oświadczenia uczniów, którzy potwierdzają fakt zranienia rykoszetami czyli kulami odbijającymi się od tarczy, ściany czy metalowych elementów. Także wicedyrektor szkoły podczas przesłuchania zapewniła, że nie ma wiedzy na temat rykoszetów, ale zapytana przez pełnomocnika rodziców Rafała czy to prawda, że jej córka, która była uczennicą szkoły dostała rykoszetem, przyznała, że tak. Kiedy policjant tego nie zanotował, adwokat zrobiła na protokole przesłuchania pisemne uzupełnienie. Dyrektor i instruktor twierdzili, że strzelnica szkolna nie podlega powszechnie obowiązującym przepisom prawa.

Strzelnica nie posiadała więc atestu, nie została nawet dopuszczona do użytkowania. Powstała w roku szkolnym 2008/2009 z przebudowy biblioteki w piwnicznych pomieszczeniach budynku za aulą szkoły. Kiedy sprawie przyjrzał się Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, był zdumiony skalą beztroskiego podejścia do tego, co się w szkole działo. Stwierdził, że doszło do samowoli budowlanej przy przebudowie biblioteki na strzelnicę, wydał nakaz przywrócenia pomieszczeń do stanu pierwotnego. Zalegalizowanie strzelnicy kosztowałoby szkołę 40 tysięcy złotych. Przy okazji wyszło na jaw, że cały budynek szkoły jest samowolką, nie można się doszukać pozwolenia na budowę, jaka prowadzona była w latach 1989 – 1991. Porażający jest także sposób, w jaki Rafałowi udzielano pomocy. Instruktor przyłożył mu do oka papier toaletowy, a po pogotowie zadzwoniła koleżanka chłopaka. Także koleżanka zawiadomiła matkę chłopca o wypadku.

Rada Pedagogiczna szkoły wyraziła swoje stanowisko wobec „zniesławiania i znieważania dobrego imienia szkoły w paszkwilanckich artykułach, jakie ukazały się na portalach internetowych”. To samo zrobiła Rada Rodziców i Samorząd Uczniowski. Nieczuła na to była prokuratura, która postawiła dyrektorowi szkoły zarzuty doprowadzenia do samowoli budowlanej i narażenia uczniów na uszczerbek na zdrowiu. Zarzut usłyszał także instruktor. Starosta natychmiast zawiesił dyrektora na pół roku. – Jeszcze dwie osoby powinny usłyszeć zarzuty – uważa matka Rafała.

Źródło: http://www.polskatimes.pl/fakty/kraj/a/stalowa-wola-stracil-oko-na-nielegalnej-strzelnicy,12002906/

Powrót do poprzedniej strony
Powrót do strony głównej