SPRAWY ODSZKODOWAWCZE

Nikt by nie pamiętał o dobrym Samarytaninie, gdyby miał tylko dobre intencje. By przejść do historii, musiał mieć też pieniądze.
(Margaret Thatcher)

Pro­ce­sy o od­szko­do­wa­nie i za­do­śćuczy­nie­nie bu­dzą wiel­kie emo­cje, po­nie­waż do­ty­czą wiel­kich pie­nię­dzy. Lu­dzie skrzyw­dze­ni przez wy­miar spra­wie­dli­wo­ści, służ­bę zdro­wia, me­dia i in­ne podmio­ty są skłon­ni bar­dzo wy­so­ko wy­ce­niać swo­je cier­pie­nie. Czę­sto wo­kół swo­jej krzyw­dy bu­du­ją ca­łą mar­ty­ro­lo­gię i two­rzą mi­ty o wir­tu­al­nych mi­lio­nach czy mi­liar­dach, któ­re w ich wła­snym prze­ko­na­niu im się na­le­żą. Jed­nak że­by re­al­nie otrzy­mać od­szko­do­wa­nie lub za­do­śćuczy­nie­nie na dro­dze są­do­wej, trze­ba odło­żyć na bok mi­ty i skon­cen­tro­wać się na fak­tach! Bo­wiem zgod­nie z za­sa­da­mi, ja­ki­mi rzą­dzi się pro­ces cy­wil­ny, to oso­ba wy­stę­pu­ją­ca z żą­da­nia­mi fi­nan­so­wy­mi, mu­si przedło­żyć do­wo­dy, po­twier­dza­ją­ce jej ra­cje i prze­ko­nać do nich Sąd. Usta­le­nie stra­te­gii w te­go ty­pu spra­wach to za­da­nie dla do­świad­czo­nej, pra­co­wi­tej i am­bit­nej Kan­ce­la­rii Adwo­kac­kiej, a nie ama­to­rów pra­wa al­bo no­wi­cju­szy. Już na po­cząt­ku dro­gi do wiel­kich pie­nię­dzy ła­two po­peł­nić błąd, któ­ry prze­kre­śli szan­se na suk­ces.

gospodarcze

W naszej praktyce adwokackiej ciągle spotykamy przypadki osób poszkodowanych, które zbyt późno sięgają po pomoc fachowców – adwokatów i w efekcie przegrywają procesy, a czasem przegrywają również życie. Widzieliśmy przypadki, gdy osoby występujące o horrendalne odszkodowanie lub zadośćuczynienie otrzymywały jakieś grosze na otarcie łez albo w ogóle nic, ponieważ prowadziły sprawę przed sądem samodzielnie (tudzież z pomocą rodziny czy sąsiadów) i dopiero po przegranej szły do adwokata, żeby napisał apelację czy kasację. I było za późno, aby porażkę przekuć w sukces! Jak tego uniknąć? Zanim zdecydujesz się wystąpić się na drogę sadową, zainwestuj w skuteczną Kancelarię Adwokacką, która realnie oceni Twoje szanse w wytoczonym procesie. Dla Kancelarii nie jest to zadanie łatwe, albowiem w tego typu procesach konieczne jest wywoływanie opinii biegłych, operowanie konkretnymi danymi i sporządzanie wyliczeń. Warto zainwestować pieniądze w ekspertyzę opracowaną przez Kancelarię, żeby wiedzieć, na czym się stoi i wykalkulować, czy opłaca się wytaczać proces sądowy. Niewątpliwie jest to lepsze rozwiązanie niż trwonienie czasu, zdrowia i pieniędzy na z góry przegraną sprawę! Pragnę podkreślić, że mając duże ambicje finansowe trzeba od początku obstawić się dobrymi fachowcami – adwokatami, ponieważ za błędy w tej materii płaci się bardzo wysoką cenę.

adw. dr Iwo­na Zie­lin­ko

Rekordzista w walce ze skarbówką w Polsce. Żąda 157 mln zł odszkodowania.

Marek Isanski

Ma­rek Isań­ski po bli­sko 20 la­tach zma­gań – oczysz­czo­ny z za­rzu­tów – do­stał zwrot 7 mi­lio­nów od­se­tek. Od Skar­bu Pań­stwa żą­da jed­nak ko­lej­nych 157 mi­lio­nów od­szko­do­wa­nia. – To ol­brzy­mie pie­nią­dze. Dla mnie jed­nak waż­niej­sze jest, by dzie­ciom osta­tecz­nie wy­ka­zać, że oj­ciec nie kradł – mó­wi Isań­ski w wy­wia­dzie dla mo­ney.pl.

W la­tach 90. Ma­rek Isań­ski stwo­rzył To­wa­rzy­stwo Fi­nan­so­wo Le­asin­go­we. Fir­ma le­asin­go­wa­ła au­to­bu­sy dla PKS, za­trud­nia­ła 40 pra­cow­ni­ków i mia­ła mi­lio­ny zło­tych zy­sku rocz­nie. W ro­ku 1996 Isań­ski zo­stał jed­nak oskar­żo­ny o oszu­stwa i aresz­to­wa­ny na trzy mie­sią­ce. Cz­te­ry la­ta póź­niej Urząd Skar­bo­wy w Zie­lo­nej Gó­rze stwier­dził, że TFL oszu­ki­wa­ło przy na­li­cza­niu zwro­tu VAT – po­szło o to, że TFL sie­dzi­bę mia­ło w Zie­lo­nej Gó­rze, a au­to­bu­sy kie­row­cy PKS przej­mo­wa­li w Sa­no­ku. Gdy­by ro­bi­li to w Zie­lo­nej Gó­rze, wszyst­ko by­ło­by w po­rząd­ku.

Fir­ma od­wo­ły­wa­ła się od te­go orze­cze­nia wie­lo­krot­nie, a ko­lej­ne wy­ro­ki prze­chy­la­ły sza­le zwy­cię­stwa z jed­nej na dru­gą stro­nę. Osta­tecz­nie TFL nie wy­trzy­ma­ło cię­ża­ru do­mia­rów po­dat­ko­wych, któ­re łącz­nie wy­nio­sły 20 mln zł. Do­pie­ro wy­rok z 2012 ro­ku osta­tecz­nie stwier­dził, że urzęd­ni­cy w ra­żą­cy spo­sób zła­ma­li pra­wo. Nie jest to ko­niec pro­ce­sów Isań­skie­go z pol­ski­mi urzę­da­mi.

– Naj­gor­sze jest to, że to był zwy­kły błąd urzęd­ni­ka naj­niż­sze­go szcze­bla, któ­ry za­kwe­stio­no­wał wszyst­kie wcze­śniej­sze wnio­ski kon­tro­l­ne urzę­du skar­bo­we­go. Mie­li­śmy sta­łe kon­tro­le i wszyst­ko by­ło ok. Po­tem przy­szedł je­den czło­wiek i stwier­dził, że wszyst­ko, cze­go do­tkną­łem, to ukra­dłem. Od kie­dy za­pa­dła de­cy­zja, że spół­ka nie­słusz­nie na­li­cza­ła zwrot VAT, ab­so­lut­nie wszy­scy – z na­czel­ni­ka­mi i mi­ni­strem – sta­nę­li za tym urzęd­ni­kiem – opo­wia­da w mo­ney.pl Ma­rek Isań­ski.

W 2002 ro­ku wła­ści­ciel TFL wy­grał w Na­czel­nym Są­dzie Ad­mi­ni­stra­cyj­nym. Zgod­nie z ów­cze­snym pra­wem wy­stą­pił wte­dy o od­szko­do­wa­nie do mi­ni­stra fi­nan­sów. – Jed­nak za­miast za­do­śćuczy­nie­nia do­wie­dzia­łem się, że na proś­bę mi­ni­stra in­ter­we­nio­wał pro­kurator ge­ne­ral­ny i Sąd Naj­wyż­szy jed­nak uchy­lił wy­rok NSA. W ten spo­sób po­now­nie mo­cy praw­nej na­bra­ły nie­ko­rzyst­ne dla mnie roz­strzy­gnię­cia – opo­wia­da. – Nie mo­głem już za­skar­żyć po­przed­nich de­cy­zji, bo… mi­nął czas na od­wo­ła­nie. W ta­ki oto spo­sób po­zba­wio­no mnie pra­wa do są­du. Ko­lej­ne kil­ka­na­ście lat prze­ko­ny­wa­łem są­dy admi­ni­stracyjne, by w ogó­le uzy­skać moż­li­wość do­cho­dze­nia swo­ich praw.

Marek Isański mówi, że pomimo ostatecznej wygranej batalii z państwem nie czuje wielkiej satysfakcji: – Nie chciałem poświęcić życia na walkę z własnym państwem, zwłaszcza z tak zwanym wolnym, o które walczyłem w NZS. To gorsze niż walka z okupantem. 20 najlepszych lat życia wyjęte z życiorysu i świadomość, że już żadnego przedsiębiorcy ze mnie nie będzie – mówi w rozmowie z money.pl. – Świat mi uciekł i to jest ta największa przegrana. Na dziś żyję procesem o odszkodowanie.

Isań­ski żą­da te­raz od pań­stwa kwo­ty 157 mln zł od­szko­do­wa­nia za do­pro­wa­dze­nie TFL do upad­ku. Skąd ta su­ma?

– To jest od­po­wiedź na py­ta­nie: gdzie by­ła­by mo­ja fir­ma, gdy­by nie dzia­ła­nia skar­bów­ki? To na­praw­dę ostroż­ny sza­cu­nek. Utra­co­ne ko­rzy­ści wy­li­czy­li­śmy, sy­mu­lu­jąc za­rob­ki spół­ki w la­tach, kie­dy nie mo­gła ona funk­cjo­no­wać przez bez­praw­ne po­stę­po­wa­nie urzęd­ni­ków. I to przy za­ło­że­niu, że nie zwięk­sza­my udzia­łu w ryn­ku, a tyl­ko utrzy­mu­je­my kon­trak­ty, któ­re już mie­li­śmy. Do te­go do­li­czy­li­śmy jesz­cze stra­ty w ma­jąt­ku na­le­żą­cym do spół­ki. Mo­im ab­so­lut­nym obo­wiąz­kiem jest do­ma­ga­nie się po­nad 150 mln zł. Jed­nak zu­peł­nie spo­koj­nie mógł­bym wnio­sko­wać o 500 czy 800 mi­lio­nów. Mam na­dzie­ję, że mo­że wresz­cie kimś to wstrzą­śnie. Dla mnie jed­nak waż­niej­sze jest, by dzie­ciom osta­tecz­nie wy­ka­zać, że oj­ciec nie kradł – tłu­ma­czy za­ło­ży­ciel TFL. Jak sam pod­kre­śla, w tej kwo­cie nie uwzględ­nia za­do­śćuczy­nie­nia za bez­praw­ny areszt, bo ta spra­wa już się przedaw­ni­ła.

– For­mal­nie spra­wa już się za­koń­czy­ła. Na fi­ni­szu jest eks­per­ty­za we­ry­fi­ku­ją­ca kwo­tę. Nie mam jed­nak złu­dzeń, że ewen­tu­al­ne zwy­cię­stwo nie za­koń­czy jesz­cze spra­wy, bo za­pew­ne pro­ku­ra­to­ria bę­dzie się od­wo­ły­wać od wy­ro­ku. Ale na wio­snę te­go ro­ku po­win­ni­śmy już usły­szeć orze­cze­nie są­du – prze­wi­du­je Ma­rek Isań­ski.

Przed­się­bior­ca nie ukry­wa roz­go­ry­cze­nia fak­tem, że je­go z da­niem w Pol­sce do dziś przed­się­bior­cy są trak­to­wa­ni pra­wie jak oszu­ści, a co naj­mniej po­dejrz­li­wie.

– A to oni prze­cież pła­cą naj­więk­sze po­dat­ki. Nie po­tra­fię te­go zro­zu­mieć, jak moż­na nisz­czyć tych, z któ­rych tak na­praw­dę się ży­je – mó­wi por­ta­lo­wi mo­ney.pl Isań­ski. – To jest cho­ro­ba przy­na­leż­na dla ho­mo so­vie­ti­cus, gdzie pań­stwo to in­sty­tu­cje, a nie oby­wa­te­le. W Pol­sce po­zy­tyw­ny wy­nik kon­tro­li w oce­nie urzęd­ni­ków jest wte­dy, kie­dy znaj­dzie się ja­kaś nie­pra­wi­dło­wość. A prze­cież po­zy­tyw­ny po­wi­nien być ta­ki, któ­ry nie wy­ka­zu­je żad­nych uchy­bień. W przy­pad­ku kon­tro­li skar­bo­wej jest tro­chę jak z wi­ru­sem HIV. Po­zy­tyw­ny wy­nik ozna­cza cho­ro­bę. Po­nad­to kon­tro­la mo­gła­by być pew­nym wspar­ciem dla przed­się­bior­cy, coś mu pod­po­wie­dzieć, a tu jest po­lo­wa­nie na grzyw­nę. Nasz sys­tem nie odróż­nia po­dat­ni­ka, któ­ry nie ra­dzi so­bie z prze­pi­sa­mi od te­go, któ­ry chce oszu­kać.

Au­tor: Krzysz­tof Ja­noś

Ca­ły wy­wiad z Mar­kiem Isań­skim prze­czy­tać moż­na w mo­ney.pl:
http://www.mo­ney.pl/

Powrót do
poprzedniej strony

Powrót do strony głównej